wtorek, 14 kwietnia 2015

Od Andrei do Jacka

Pierwszy dzień w nowym mieście... Po prostu świetnie. Szybko dotarłam do mojego nowego domu. Tyle nowych ludzi, którzy nawet jeśli nie będą chcieli z przymusu wymienią ze mną kilka zdań... Widziałam ten pełen zainteresowania wzrok sąsiadów... Tak, czeka mnie "tradycyjne powitanie nowego sąsiada"... No cóż, trzeba być na to gotowym. Trzymając na ręce Aresa powoli weszłam do domu. Było tam pusto i panowała w nim potworna cisza... W prawdzie ściany były pomalowane i podłoga była ładnie zrobiona, ale nie było tam mebli. Jednak po dwudziestu minutach przyjechała ekipa i szybko uwinęli się ze swoją robotą. Zapłaciłam im i położyłam się na kanapie w salonie. Ares usiadł na oparciu i patrzył na mnie wyczekującym wzrokiem. Wzięłam go na rękę i zaniosłam do jego pokoju. Były tam różne gałęzie, drzewka i wyjście na taras z daszkiem porytym kratką żeby nie uciekł. Ogólnie było tam jak w lesie. Sokół od razu usiadł na jednym z gałęzi przyklejonych do ściany. Uśmiechnęłam się, nalałam mu wody do poidełka i wrzuciłam dwa kawałki kurczaka. Widząc jak zajada zamknęłam za sobą drzwi i wyszłam przed dom zamykając go na klucz. Wsiadłam auto i pojechałam zwiedzać miasto. Gdy zauważyłam wypożyczalnie płyt, od razu zjechałam na najbliższy parking. Ruszyłam w stronę drzwi. Wchodząc do środka zauważyłam ładnie urządzony lokal. Stało tam kilka rzędów płyt, o różnych gatunkach. Zaczęłam przechodzić pomiędzy nimi, jeżdżąc delikatnie dłonią po opakowaniach płyt. Gdy znalazłam coś co mnie zainteresowało, włożyłam ją do odtwarzacza i zakładając słuchawki kompletnie się wyłączyłam. Zamknęłam oczy i położyłam dłonie dokładnie wsłuchując się w melodię. Czułam jak ktoś uporczywie dotyka mnie w ramię. Po krótkiej chwili otworzyłam lekko oczy. Okazał się być to jakiś chłopak, który coś do mnie mówił. Nic nie odpowiadając zdjęłam słuchawki.
- No w końcu- mruknął przewracając oczami.
Zmrużyłam oczy i zaczęłam lustrować chłopaka wzrokiem, i nie patrząc na słuchawki ostrożnie odłożyłam je na miejsce.
- Nie umiesz mówić czy co?- spojrzał na mnie lekko czymś zdenerwowany.
- Nie. Po prostu nie jestem z tych, co paplą dwa tysiące słów na pięć minut- odparłam obojętnie, nie okazując żadnych emocji.

<Jack?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz