-Chyba już nic.-Stwierdziłam po dłuższym rozmyślaniu. Coś mnie tknęło,
żeby sprawdzić godzinę. Wyciągnęłam telefon i sprawdziłam zegarek na
wyświetlaczu, który wskazywał 21:45. Wstałam z ławki.
-Przepraszam, cię ale muszę już iść.-Powiedziałam i zaczęłam się zbierać.
-Masz tu mój telefon.-Odparł i dał mi wizytówkę.
-Dziękuje. Pa.-Powiedziałam chowając karteczkę do torebki. Ruszyłam w
stronę mieszkania w którym byłam po czterdziestu minutach. Wzięłam
szybki prysznic i poszłam spać. Wstałam kolejnego dnia rano. Ogarnęłam
się w miarę i poszłam na kolejne rozmowy o pracę. Wracałam do domu, koło
dwudziestej drugiej. Szłam obrzeżami miasta. Wzięłam telefon do ręki i
zaczęłam wpisywać numer Thobias'a. W pewnym momencie ktoś złapał mnie od
tyłu i zaczął szarpać. Jakoś udało mi się wyrwać i uciekać. Podczas
szamotaniny wybrałam numer do Thobias'a
-Słucham Tobias Eaton.-Powiedział, a ja skręciłam w jakąś uliczkę.
-Tobias ratuj, ktoś mnie goni.
-Lara? Gdzie jesteś?-Zapytał, a ja starałam rozczytać napis na tabliczkach, które mijałam.
-Biegnę w stronę parku, gdzie byliśmy wczoraj.-Powiedziałam w końcu.
-Już jadę, nie rozłączaj się.
Nagle potknęłam się o coś i upadłam. Miałam całe poharatane kolana.
Wstałam szybko, zanim zamaskowany oprawca mnie złapał i ruszyłam biegiem
. Byłam boso, a na dodatek zaczął padać deszcz. Do mojego oprawcy
dołączyło jeszcze kilku zbójów. Wybiegali z każdej uliczki. Nagle
któryś się na mnie rzucił. Upadliśmy oboje i zaczęliśmy się szamotać.
Kopnęłam typa w kroczę i zaczęłam dalej uciekać.
-Daleko nie zajdziesz. Wiemy gdzie mieszkasz!-Krzyknął.
Widoczność była ograniczona do minimum, jedyne światło to lampy, przy
tylnych wejściach do jakiś klubów i blask księżyca, który i tak ukrył
się za chmurami. Na moje nieszczęście nikt nigdzie nie szedł. Wreszcie
dobiegłam do parku, i ktoś mnie złapał. Zaczęłam się szarpać.
-Lara! Uspokój się to ja- Thobias!-Krzyknął łapiąc mnie za ręce. Łzy
zaczęły spływać po moich policzkach. Byłam w kompletnym szoku.
-Już spokojnie, nic ci nie grozi.-Szepnął i mnie objął. Drżałam, byłam zdruzgotana.
-Chodź do samochodu.-Dodał i zaczął mnie prowadzić do jakiegoś
samochodu. Nie byłam wstanie określić teraz jego marki. Wsiadłam na
miejsce pasażera, a Thobias kierowcy.
-Zwiozę ci do szpitala.-Powiedział.
-Nie Thobias proszę, nie. Tylko nie do szpitala.-Odparłam, a chłopak spojrzał na mnie podejrzliwie, ale po chwili odpuścił.
-Zawieź mnie do....-Nie miałam się gdzie podziać, oni wiedzą gdzie
mieszkam i na pewno nie odpuszczą.-Nie wiem... oni pewnie i tak już
wiedzą gdzie mieszkam.
Byłam kompletnie załamana, wszystko mnie bolało, a rany na nogach
delikatnie krwawiły. Sama nawet nie wiedziałam jakich obrażeń doznałam.
Thobias
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz