Ohhh.... Co za babsztyl! To nie na moje nerwy... Ruszyłem powoli
uliczkami miasta. Wszedłem do jednego z moich ulubionych klubów i
zamówiłem czystą. Nagle poczułem jakąś dłoń na ramieniu. Odwróciłem się i
ujrzałem dobrego przyjaciela; Valentine. To był jego klub. Zawsze
mialem zadarmo wszystkie drinki i wolny wstęp do strefy Vip'ów. Tak i
było tym razem, zaprosil mnie do Vip'owskiej strefy. Usiedliśmy na
wygodnych skórzanych sofach. Gdzie tylko mogłem spojrzeć, patrzała się
na mnie każda laska. Wywróciłem oczami, przeczesałem włosy palcami i
wziąłem łyk drinka.
- Co cię tu sprowadza Matrix?- spytal Valentine.
- Nerwy, nerwy Raf...
- Czyżby jakaś dziewczyna?- spytał usmiechając się ironicznie.
- A żebyś wiedział.
- Matrix, ja cię nie rozumiem. Uganiają się za tobą wszystkie te laski, a ty znów poświęcasz się jednej...
- Ale ta jest inna- powiedziałem
- Zobaczymy za nie długo... Ostatnio przyszłeś do mnie po miesiącu...
- Ona jest taka jak ja - powiedziałem ciszej.
- Myślałem że w tym mieście tylko ty jesteś... No wież sam... Nowa ?
- Można tak powiedzieć. Ma siostrę i jej ojciec jest jakimś przywódcą.
- To sobie wybrałeś...
Przez cały wieczór i noc rozmawialiśmy, wygłupialiśmy się i graliśmy w
pokera. Jakoś tak mi się wymskło i użyłem hipnozy i cała kasa poszła do
mnie. Choć wypiłem dużo, trzymałem się na nogach... Wróciłem do domu
piechotką. Odrazu padłem.
Kimy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz