Poprawiłam ostatni raz spódnice i wzięłam głęboki oddech. Zapukałam
lekko i po usłyszeniu "proszę" weszłam do środka. Za dużym dębowym
biurkiem siedział pan Eaton miejmy nadzieje mój przyszły pracodawca.
-Pani Santiago?-Zapytał, a ja kiwnęłam twierdząco głową. Mężczyzna
wskazał krzesło po przeciwnej stronie biurka. Podeszłam do niego i
usiadłam.
-Napisała pani w CV, że zna pięć języków.-Powiedział, a ja uśmiechnęłam się lekko. Opłacało się tyle ślęczenia nad książkami.
-Angielski, niemiecki, włoski, hiszpański i rosyjski, obecnie uczę się francuskiego.
-Cuántos años tienes?-Zapytał, a ja odpowiedziałam bez większego problemu.
-Veinte.-Odparłam, a mężczyzna pokiwał twierdząco głową.
-Moze coś trudniejszego. Conosce la sua signora sulle basi ?-Zapytał, a
ja prze dedukowałam jego słowa w głowie i odparłam bez zająknięcia.
-Si L'Ho Fatto.
-Dobrze.-Odparł sucho.-Pochemu vy dolzhny nanyat' ?-Zadał kolejne pytanie.
-Potomu chto dovol'no pozhaluysta, a chto eto moy posledniy
kurort.-Odparłam, a pan Eaton uniósł brwi, ale nie drążył dalej tematu.
-Peut-être que la tache de café?-Zapytał i uśmiechnął się tryumfalnie.
-Niestety nie znam odpowiedzi. Co to oznacza?
-Dowie się pani w swoim czasie.-Odparł i wstał.-Na razie dziękuje pani.
Odezwę się.-Powiedział i wyciągnął dłoń w moją stronę. Wstałam i
uścisnęłam ją.
-Do widzenia.-Powiedziałam i wyszłam z gabinetu. Wzięłam płaszcz z
wieszaka i ruszyłam w stronę windy, do której wsiadłam i po paru
minutach byłam na dole. Zapięłam płaszcz i ruszyłam w stronę mieszkania,
które znajdowało się trzy przecznice dalej. W trakcie mojej
przechadzki na niebie zgromadziły się ciemne chmury, wreszcie doszłam do
mieszkania i stanęłam przed drzwiami. Sięgnęłam do torebki, której jak
się okazało nie było. Natychmiast sobie uświadomiłam, że musiałam
zostawić ją w biurze przez ten stres. Tak, zostawiłam ją na fotelu w
gabinecie pana Eatona. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę
dwudziestą dwadzieścia pięć.
-Chole.ra.-Zaklnęłam i ruszyłam w stronę biurowca. Zanim tam dotarłam
dochodziła godzina dziewiąta. Stanęłam przed drzwiami biura, które
okazało się zamknięte. Usiadłam załamana na ławce.
-Gorzej już być nie może.-Powiedziałam, a niebo przeszyła błyskawica i
zaczął padać siarczysty deszcz. Miałam to gdzieś czy będę mokra czy nie.
Już po chwili mój płaszcz był cały przesiąknięty tak samo jak spódnica.
Czułam jak materiał jest już cały przemoczony.
-Nigdy tego nie mów, bo zawsze będzie gorzej.-Usłyszałam za sobą.
Tobias
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz