piątek, 3 kwietnia 2015

Od Natalie Cd Dylan


Dylan gdzieś wyszedł. Po skończeniu ciastka wyszłam na miasto. Skierowałam się do mojego salonu tatarskiego. Była akurat 8:30, więc otworzyłam i czekałam do wieczora. Było paru gości, którzy nie wierzyli, że taka „słodka dziewczyna” do radę zrobić dobrze tatuaż. Cóż gdy zobaczyli efekty szybko odwołali te słowa i stwierdzili, że to najlepszy tatuaż jaki widzieli. Po skończeniu pracy poszłam na polankę na, której pasła się Callao.
- Potrenujemy? – spytałam
~Jasne – odparła klacz
Pojechałyśmy leśną Ścieszką. Akurat na naszej trasie stało powalone drzewo. Poczułam jak klacz napina wszystkie mięśnie. Odbiła się i uniosła w powietrze. Siedząc na niej miałam wrażenie, że już nigdy nie wyląduje i będziemy tak szybować przez wieki, jednak ten błogi stan został przerwany wylądowaniem klaczy. Cóż nic co miłe nie trwa wiecznie. Zapewne większość jeźdźców spadłaby próbując jechać tak jak ja. Bez siodła, bez uprzęży trzymając się siłą własnych mięśni na galopującej dzikiej klaczy, która przeskakuje pnie drzew.
- Trochę to niebezpieczne nie sądzisz? – spytał ktoś z głębi lasu
- Może - odpowiedziałam

< Dylan ? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz