- Aha... - mruknął krutko.
Nagle się spiął. Wyczuł ten charakterystyczny zapach.
- Czy ty też to czujesz ?- spytał z nadzieją że wydaje mu się.
- Yhym. - przytaknęła - Wilkołaki...
Staliśmy na środku uliczki. Przygotowani. Na jaki kolwiek ruch ze strony "wypłochów". Coś poruszyło się za nimi. Szybko i ledwie słyszalnie. Chłopak rozejrzał się dookoła.
- Mam plan tylko się mnie złap... - powiedział - Mocno. Może to zaboleć...
Powiedziawszy to dziewczyna złapała chłopaka za ramię, a on teleportował się do jego mieszkania. Można było tylko usłysześ ciche "pyk" i ich nie było. Pojawili się w salonie. Średni pokój o błękitnych ścianach, jasnych panelach. Na środku stała czarna kanapa, mały stolik na kawę i telewizor. Obok kanapy stała także malutka półeczka z lampką. W salonie było jedno duże okno i wyjście na taras. Były także troje drzwi; do sypialni, kuchni i do przedpokoju.
Chłopak nigdy nie lubiał podróżować w taki sposób. Ból głowy, wymioty, zawroty głowy, to wszystko można było odczuć po pierwszej teleportacji. On już natomiast przyzwyczaił się. Gorzej było z dziewczyną. Zrobiła się blada i złapała się kurczowo za brzuch.
- Jak coś łazienka jest tam - wskazał ręką na pierwsze drzwi po prawej które prowadziły do jego sypialki, a z niej do łazienki.
(Kimy)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz