poniedziałek, 30 marca 2015

Od Matrixa cd. Kimy

- Hmm... To według mnie dobrze.
- Tak sądzisz ? Jesteś bardzo pewny siebie.
- A czemu miałbym nie być? Polubiłem cię, a także zrobie wszystko by dołączyć- powiedziałem pijąc mocne ekspresso.
- Czemu ci na tym tak zależy ?- spytała pijąc łyk kawy.
- W grupie siła... A tak na serio? Moja siostra mi wmawiała że gdy dorosnę mam znaleść sobie to idealne miejsce i w niej znaleść sobie "watahe"- zrobiłem palcami cudzysłów.
Uśmiechnąłem się i lekko zaśmiałem.
- Masz dziwne podejście do życia...
- Ha ha... Dobre sobie. Jak już dawno umarłem. Nie mam duszy, a jak mam to nawet diabeł by jej nie chciał..
- Czemu ?- zdziwiła się.
- Wyobraź sobie młodego chłopczyka który dowiaduje się że został adoptowany i jego całe życie to kłamstwo. Tylko jego siostra była inna, szczera,pomocna, inteligentna. Kochał ją szczerze. Napoczątku jak go ugryzła sądził że to jest straszne, a potem... Był silniejszy, szybszy i w dodatku umiał tyle różnych rzeczy. Gdy dorosnął wymordował całą rodzinę, bo go okłamywali, tylko siostrę zostawił,bo ją kochał. Oj tak... Nie tylko rodzinę zamordował, weszło mu to w nawyk i zaczął zabijać dla przyjemności...- opowiadałem to głosem bez uczuć, choć z lekką nutką ironi i kpiny. - Ale to już bylo dawno, teraz się zmieniłem, jestem inny. Nie mógłbym kogoś tak skrzywdzić.
Kimy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz