środa, 25 marca 2015

Od Olivii

Obudził mnie telefon, niechętnie podniosłam się z łóżka aby go odebrać.
-Tak? - Powiedziałam już przytomnym głosem.
-Witam. Mam nadzieję, że Pani nie obudziłem. - Zaczął Aaron. Jest on moim zastępcą i pomaga mi to wszystko ogarnąć.
-Do rzeczy kochany. - Opadłam na łóżko.
-Czy mogłaby Pani przyjechać jak najszybciej?
-Do hotelu nr. 2? - Zapytałam. Nazywałam je numerkami, każdy z nich miał taką samą nazwę a więc jak miałąm je rozróżniać?
-Nie, proszę Pani, do głównego.
Westchnęłam ciężko i podniosłam się.
-Będę za jakieś półtorej godziny. - Po czym się rozłączyłam, spojrzałam na zegarek, była szusta rano.
-Ku**a. - Rzuciłam tylko wstając z łóżka. Niestety pracować trzeba.
W domu było ciepło nie musiałam zakładać szlafroka czy też kapci. Ruszyłam w koszulce nocnej do kuchni. Tam zrobiłam sobie tosty i kawę. Po posiłku wzięłam długi prysznic, owinięta w ręcznik stałam teraz przed swoją szafą. Założyłam czarną spodnicę i białą koszulę, spięłam włosy w luźny kok. Wychodząc zostawiłam karteczkę dla mojej gosposi.
"Nie wiek kiedy wrócę. Trzeba zrobić pranie." Przyczepiłam wiadomość do lodówki i wyszłam.
Otworzyłam garaż, z torebki wyjęłam kluczyki do mojego SSC Aero poczym wsiadłam i wyjechałam nim na ulicę. Uśmiech pojawił mi się mimowoli, uwielbiałam samochody jak i motocykle.
***Kilkanaście minut później ***
Byłam już pod moim hotelem. Wysiadłam z samochodu i od razu jakby znikąd stał przy mnie Fred, parkingowy w hotelu 1. Ruszyłam powolnym krokiem w stronę budynku 

Nad drzwiami widniał złoty napis " Poe". Na recepcji siedziała nowa dziewczyna. Nie miałam czasu aby się z nią zapoznawać, podeszłam tylko do blatu.
-Gdzie jest Aaron? - Rzuciłam z lekkim uśmiechem.
-Przepraszam ale nie wiem o co Pani chodzi. - Odparła zdziwiona. Westchnęłam tylko i zaśmiałam się. Wszystkim nowym wydaje się ich szefową jest stara brunetka, bez tatuaży, kolczyków, że cały czas chodzi wkurzona, że nie można z nią nawet podyskutować. A jak już przychodzi co do czego i trzeba poznać szefa okazuje się, że jest to młoda blondynka z tatuażami, kolczykami która poradzi sobie w każdej sytuacji.
-Dobra zacznijmy od nowa. Wiesz kim jestem? - Zapytałam. W oczach jej już wiedziałam, że nie ma zielonego pojęcia. - Jestem Olivia Poe. Jestem właścicielką tego budynku... To gdzie jest Aaron? - Ponowiłam pytanie. Wydawało mi się, że tamta dziewczyna jest ode mnie starsza. Nóż bywa czasem i tak.
Nagle ktoś dotknął mojego ramienia, obróciłam się i zobaczyłam mężczyznę którego szukałam. Ucieszyłam się, że teraz porozmawiam z kimś ogarniętym.
-Witaj. - Uśmiechnęłam się gdy go zobaczyłam. - Skąd ją wzięłeś? Liczyłam na bardziej zorganizowane osoby. Ona mi się nie podoba.
Dziewczyna siedziała jeszcze bardziej zgłupiała niż przedtem. Lecz teraz wydała z siebie jakiś dźwięk.
-Przepraszam już więcej się to nie powtórzy, proszę Pani.
-Jeśli się to powtórzy to w najlepszym przypadku nie będziesz tu pracowała. - Nachyliłam się i ostrzegłam ją. Nienawidzę takich pracowników.
-Dopilnuję tego. - Wtrącił się mężczyzna.
-Mam nadzieję. - Ruszyliśmy do auli w której odbywały się ważne zebrania, tam siedziała jakaś starsza kobieta i mężczyzna.
Zajęłam miejsce i rozmowa się zaczęła.
Po kilku minutach dowiedziałam się o co chodzi. Mężczyzna był jakimś profesorem czy kimś tam innym i chciał zrobić w tym hotelu kilkudniowe szkolenia dla weterynarzy.
Kobieta zaś była właścicielką schroniska do którego od jakiegoś czasu uczęszczam (lecz nie miałam okazji jej spotkać), chciała zorganizować wystawę psów ze schroniska.
Dogadaliśmy się, że w następnym od poniedziałku do środy hotelem "władają" weterynarze, a w czwartek odbędzie się wystawa. Para z góry zapłaciła za wynajęcie auli.
*** Następny czwartek***
Przeżyłam już zlot weterynarzy teraz tylko przeżyć jeszcze tylko wystawę.
Poźnym popołudniem zaczęło się wszystko rozkręcać. Był straszny tłum ludzi zarówno w auli gdzie odbywała się ocena psów, jak i na dworzu gdzie stały klatki ale także w restauracji.
Byłam ciekawa czy są jacyś nowi podopieczni. Dawno nie było mnie w schronisku i nie miałam pojęcia. Wyszłam nazewnątrz, wszędzie biegały dzieci zaaferowane szczeniaczkami. Stałam na schodach, zauważyłam chłopaka z dwoma dużymi psami na smyczy. Zainteresowały mnie te dwa olbrzymy 

. Podeszłam bliżej.
-Hej. Twoje psy?
-Cześć. Nie - Uśmiechnął się. - Są do adopcji.
-Są śliczne. - Kucnęłam przy nich. Czarny pies podszedł pierwszy. Jakoś nie czułam strachu przed nimi a one przede mną. 
-Jestem Olivia, a Ty?
Sean, chciałbyś dokończyć c: ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz