Właśnie wzeszło słońce i rozpoczął się chłodny poranek, przez który rosa
na trawie i leśnej ściółce zmieniła się w szron. Wciągnąłem głęboko
zimne powietrze, które sprawiło, że zabolały mnie płuca, ale mimo to i
tak byłem pogodny. To będzie dobry dzień, a przynajmniej tak mi się
wydawało. Zostałem przyjęty do nowej watahy, a przede mną zwiedzanie
nowych terenów. Dookoła roztaczało się od grom woni i dźwięków co
sprawiało, że moje uszy poruszały się niespokojnie. Niedaleko był
strumień, wyraźnie słyszałem wodę pędzącą w kierunku dobrze jej znanym
obijającą się jednocześnie o kamienie w zbyt małym jak na rzekę korycie.
Pragnąłem zorientować się w tutejszej faunie dlatego bez wahania
potruchtałem w stronę wody. Każdy doświadczony wilk wie, że w miejscach z
życiodajną wodą można natrafić na wonie każdego gatunku zwierząt
egzystujących w lesie. Wyskoczyłem zza drzew, wbijając pazury w ziemie
by nie wpaść do strumienia co spotkało się z lekkim chrzęstem
przebijanych liści i drobnych korzeni mchu oraz trawy. Od razu uderzyły
we mnie różne zapachy zwierzyny łownej takiej jak jelenie, dziki czy
zające, ale rozpoznałem wśród tego wszystkiego też niedźwiedzie i innych
zmiennokształtnych. Przysiadłem ostrożnie na ziemi u brzegu potoku i
słuchałem. Gdzieś w pobliżu wiewiórka szybkim i dziarskim krokiem
dreptała po ściółce leśnej, nieco dalej w przeciwnym kierunku od niej
dało się słyszeć ciche pomruki dzikich świń i odgłos ich pysków
rozgrzebujących ziemie. To był znane mi dźwięki, które swoim swobodnym,
ale i dzikim brzmieniem gasiły wszystkie niepokojące uczucia kłębiące
się w mojej głowie jednak coś od kilku minut nie dawało mi spokoju. Niby
kolejne zwierze, ale o bardziej wyraźnej obecności. Napiąłem mięśnie i
nim zdążyłem mrugnąć ktoś zaparł się łapami i odbił mocno w moim
kierunku. Słyszałem jak z jakże dziwnym odgłosem, którego nie udało mi
się określić do tej pory napastnik odsłania kły i wydaje z siebie
niemalże nieme warknięcie. Nie czekam tylko od razu odskakuje pozwalając
by ten kto miał być łowcą stał się zwierzyną. Kiedy tylko zwierze, w
którym zdążyłem już rozpoznać wilka wpadło do wody przygwoździłem je do
koryta strumienia. Potok był niewyobrażalnie zimny, przez co nie minęła
chwila gdy czułem jak chłód przenika moje kości.
- Złaź! Jest cholernie zimno! Utopisz mnie gnoju! - doszły do mnie
powarkiwania, które zmusiły mnie do puszczenia wolno napastnika lub
raczej...napastniczki...
- Myśl potem rób - odparłem wychodząc z wody nieco ponury
Za mną rozległo się wściekłe parsknięcie, przez które moje ciało
zadrżało od powstrzymywanego śmiechu choć niewykluczone, że było to też
zimno przeszywające mnie na wylot, czyniące moje ciało sztywnym i
skostniałym. Wadera wyminęła mnie lekko popychając i wyskoczyła na ląd
otrzepując się. Rzuciłem jej pytające spojrzenie, ale ona nawet na mnie
spojrzała tylko pozwoliła by przeszedł ją dreszcz. Jej wilczy wygląd i
zachowanie wydawało mi się znajome, a poza tym...nigdy nie spotyka się
takiej samej woni dwa razy jeśli chodzi o zmiennokształtnych.
- Isabel Sewero? - spytałem unosząc lekko brwi w dalszym ciągu stojąc tylnymi łapami w strumieniu.
(Isabel? Ładnie Ci zrobiłam wejście, prawda ^^?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz