niedziela, 1 marca 2015

Od Sean'a Do Isabel

Właśnie wzeszło słońce i rozpoczął się chłodny poranek, przez który rosa na trawie i leśnej ściółce zmieniła się w szron. Wciągnąłem głęboko zimne powietrze, które sprawiło, że zabolały mnie płuca, ale mimo to i tak byłem pogodny. To będzie dobry dzień, a przynajmniej tak mi się wydawało. Zostałem przyjęty do nowej watahy, a przede mną zwiedzanie nowych terenów. Dookoła roztaczało się od grom woni i dźwięków co sprawiało, że moje uszy poruszały się niespokojnie. Niedaleko był strumień, wyraźnie słyszałem wodę pędzącą w kierunku dobrze jej znanym obijającą się jednocześnie o kamienie w zbyt małym jak na rzekę korycie. Pragnąłem zorientować się w tutejszej faunie dlatego bez wahania potruchtałem w stronę wody. Każdy doświadczony wilk wie, że w miejscach z życiodajną wodą można natrafić na wonie każdego gatunku zwierząt egzystujących w lesie. Wyskoczyłem zza drzew, wbijając pazury w ziemie by nie wpaść do strumienia co spotkało się z lekkim chrzęstem przebijanych liści i drobnych korzeni mchu oraz trawy. Od razu uderzyły we mnie różne zapachy zwierzyny łownej takiej jak jelenie, dziki czy zające, ale rozpoznałem wśród tego wszystkiego też niedźwiedzie i innych zmiennokształtnych. Przysiadłem ostrożnie na ziemi u brzegu potoku i słuchałem. Gdzieś w pobliżu wiewiórka szybkim i dziarskim krokiem dreptała po ściółce leśnej, nieco dalej w przeciwnym kierunku od niej dało się słyszeć ciche pomruki dzikich świń i odgłos ich pysków rozgrzebujących ziemie. To był znane mi dźwięki, które swoim swobodnym, ale i dzikim brzmieniem gasiły wszystkie niepokojące uczucia kłębiące się w mojej głowie jednak coś od kilku minut nie dawało mi spokoju. Niby kolejne zwierze, ale o bardziej wyraźnej obecności. Napiąłem mięśnie i nim zdążyłem mrugnąć ktoś zaparł się łapami i odbił mocno w moim kierunku. Słyszałem jak z jakże dziwnym odgłosem, którego nie udało mi się określić do tej pory napastnik odsłania kły i wydaje z siebie niemalże nieme warknięcie. Nie czekam tylko od razu odskakuje pozwalając by ten kto miał być łowcą stał się zwierzyną. Kiedy tylko zwierze, w którym zdążyłem już rozpoznać wilka wpadło do wody przygwoździłem je do koryta strumienia. Potok był niewyobrażalnie zimny, przez co nie minęła chwila gdy czułem jak chłód przenika moje kości.
- Złaź! Jest cholernie zimno! Utopisz mnie gnoju! - doszły do mnie powarkiwania, które zmusiły mnie do puszczenia wolno napastnika lub raczej...napastniczki...
- Myśl potem rób - odparłem wychodząc z wody nieco ponury
Za mną rozległo się wściekłe parsknięcie, przez które moje ciało zadrżało od powstrzymywanego śmiechu choć niewykluczone, że było to też zimno przeszywające mnie na wylot, czyniące moje ciało sztywnym i skostniałym. Wadera wyminęła mnie lekko popychając i wyskoczyła na ląd otrzepując się. Rzuciłem jej pytające spojrzenie, ale ona nawet na mnie spojrzała tylko pozwoliła by przeszedł ją dreszcz. Jej wilczy wygląd i zachowanie wydawało mi się znajome, a poza tym...nigdy nie spotyka się takiej samej woni dwa razy jeśli chodzi o zmiennokształtnych.
- Isabel Sewero? - spytałem unosząc lekko brwi w dalszym ciągu stojąc tylnymi łapami w strumieniu.
(Isabel? Ładnie Ci zrobiłam wejście, prawda ^^?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz