Słońce świeciło nie znośnie. Wysoki brunet przemierzał miasto. Miał na sobie najzwyklejszy czarny t-shert, ciemne jeansy, czerwone conversy oraz okulary. Lekki uśmiech widniał na jego twarzy. Szedł właśnie na trening. Tak, trening boksu. Był dość dobry w tym, a także pracował jako prywatny trener. Właśnie kroczył do kolejnego klienta. Doszesł na miejsce w nie całe dziesięć minut. Stał przed dużym dwu piętrowym domem. Zapukał w dębowe drzwi.Tomson otworzył mu szybko.
Trening minął dobrze. Tomson coraz lepiej radził sobie. Eric Tomson był zwykłym człowiekiem. Miał ponad dwudziestkę i mieszkał z dziewczyną. Od miesiąca już miał z Max'em treningi.
Szedł już powoli z powrotem. Było już dość ciemno. Szedł przez park. Światła lekko oświetlały alejki. Nagle Max wpadł na kogoś.
- Pardon - powiedział szybko.
Spojrzał w stronę osoby którą niechcący potrącił. Była to dziewczyna. Podał jej pomocną dłoń.
(Kimy?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz